Kiedy władza przestaje słuchać.

Najgorsza dla mieszkańców miasta jest chwila, kiedy rządzących trafia z firmamentu promień nieomylności.

Ale po kolei.

Są wybory, są obietnice. Wszyscy wtedy — mniej lub bardziej naiwnie — wierzymy w przekazywane nam bałamuctwa. Potem następuje cisza. Wyborcy wracają do pracy, by zarobić na świeżo wybranych wybrańców, a wybrańcy kokoszą się na z góry upatrzonych stanowiskach — czasem wręcz legowiskach.

Przez jakiś czas trwa jeszcze względna równowaga oczekiwań i spełnień. Jednak prędzej czy później następuje cudowne przekroczenie niewidzialnego progu, za którym rządzący „wiedzą już lepiej”. Nie może być inaczej — skoro tyle tłumów ich wybrało, musi być w nich siła. I, o zgrozo, również mądrość.

Weźmy dla przykładu najnowszą łódzką idée fixe — słupki. Remedium na wszelkie zło. Wymyślone, wyprzetargowane, wybudowane i… nieodebrane. Za to już testowane.

My, masa wyborcza, mamy pewną przypadłość: dopóki czegoś nie zobaczymy na własne oczy, nie wierzymy. Nie wiemy, jak to działa. Nie przekonują nas rysunki ani machanie rękami podczas prezentacji. A kiedy słupki już stanęły — pojawiło się wielkie zdziwienie.

„Ooo… słupki”

I od razu milion pytań:

  • dlaczego w takich odległościach?
  • po co słupki na chodniku?
  • czy ten albo tamten pojazd przejedzie?
  • co z karetkami?
  • co z dostawcami?
  • co z codziennym funkcjonowaniem ulicy?

Żeby była jasność — nikt z decydujących nie przeprowadził szerokiej, uczciwej dyskusji na ten temat. Ale po co dyskusja, skoro z nieba spadł promień nieomylności?

Argument wydaje się niepodważalny: trzeba postawić tamę terroryzmowi i szaleńcom. To prawda — świat zna dramatyczne przypadki rozpędzonych pojazdów wjeżdżających w tłum ludzi. Piotrkowska, pełna spacerowiczów i ogródków, potencjalnie również mogłaby stać się celem.

Tylko że istnieją rozwiązania prostsze, bardziej estetyczne i mniej inwazyjne

Można zastosować tzw. meandrowanie ruchu — tak poprowadzić tor jazdy pojazdów, by fizycznie uniemożliwić rozpędzenie samochodu. Wysunięte ogródki, donice, niewielkie przeszkody urbanistyczne skutecznie ograniczają prędkość. Do tego system kamer odczytujących tablice rejestracyjne bez problemu eliminuje pojazdy nieuprawnione do wjazdu.

Tymczasem zgodę Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków na instalację słupków odbieram jako przejaw braku wyobraźni. Ich obecność na Piotrkowskiej narusza dobrostan estetyczny ulicy i stoi w sprzeczności z zasadami Parku Kulturowego.

A koszty? Abstrakcyjne

Jak można było zakończyć przetarg, skoro zgłosiła się tylko jedna firma? Czy postawiono jakiekolwiek warunki dotyczące kosztów eksploatacji? Co z nadzorem inwestorskim?

I jak to możliwe, że pojazd dostawczy niszczy słupek już na etapie testów?

Dyrektor Piotr Kurzawa z rozbrajającą szczerością tłumaczy, że właśnie na tym polega testowanie — że takie sytuacje mają miejsce. Że będą poprawki. Że słupki zostaną inaczej osadzone. Że pojawi się refleksja.

Refleksja za 6,5 miliona złotych

Dla porównania — w Toruniu 37 słupków kosztowało około 580 tysięcy złotych. Gdyby proporcjonalnie przeliczyć tę cenę na łódzkie 136 słupków, całość inwestycji powinna kosztować około 2,1 mln zł. Nawet jeśli dorzucimy 50 procent „na coś tam”, nadal otrzymamy niewiele ponad 3 mln zł.

Pytam więc: gdzie podziały się pozostałe trzy miliony?

A tymczasem codzienność wygląda tak:

  • nieporozumienia przy przejazdach,
  • blokowanie wjazdów przy zmianie świateł,
  • kolejki,
  • czekanie na opuszczenie słupków,
  • wyścigi kierowców o to, komu uda się jeszcze zdążyć wjechać.

Te słupki nie przetrwają konfrontacji z rzeczywistością. Będą niszczone — przypadkiem i celowo. Będzie coraz więcej awantur, stłuczek i absurdalnych sytuacji. Staną się niekończącym się łódzkim viralem.

Rozumiem jedno — wycofanie się z tego pomysłu byłoby dziś dla jego autorów polityczną klęską. Porażką, która w normalnym świecie powinna prowadzić do konsekwencji.

Wiemy jednak, że długo tak się nie stanie.

Daję temu dwa lata

Potem trzeba będzie znaleźć pieniądze na demontaż. A przecież — uwaga — na demontażu też można zarobić.

Tymczasem radzę jedno: nie opierajcie się o słupki. Jeszcze komuś stanie się krzywda.

I módlmy się, by Łódź omijały kolejne promienie nieomylności.

„Coraz głupsze masy wyłaniają coraz głupsze elity, które czynią masy jeszcze głupszymi”. — prof. Jacek Breczko, „Zanik uczuć metafizycznych jako przyczyna kryzysu kultury”, „Kultura i Wartości”, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, sierpień 2015, s. 47.

arch. Wojciech Wycichowski

Spełniony architekt, absolwent studiów podyplomowych w zakresie rewaloryzacji i konserwacji zabytków miejskich. Współtwórca Nowego Centrum Łodzi, laureat wielu nagród i wyróżnień w konkursach architektonicznych oraz za liczne inicjatywy społeczne. Współzałożyciel Fundacji Ulicy Piotrkowskiej i przewodniczący Rady Fundacji. Dziś przede wszystkim inicjator i animator działań Fundacji, z przekonania miłośnik Piotrkowskiej, kontestator łódzkiego chaosu, podróżnik i miłośnik wielkiej sztuki.

Ilustracja: zdjęcie autora - Słupki na ul. Piotrkowskiej.