Doraźne decyzje psują miasto – nieodwołalnie.
Gry towarzyszą nam od zawsze. Kiedyś były to planszówki, dziś dominują gry sieciowe – obecne niemal w każdej dziedzinie życia. Szczególną popularnością cieszą się city buildery: symulacje budowy i zarządzania miastem, łączące strategie ekonomiczne z planowaniem przestrzennym.
Gracz dba o infrastrukturę, transport, potrzeby mieszkańców, reaguje na kryzysy i katastrofy. Wszystko działa płynnie, logicznie, szybko. Kreuje idealną, choć złudną rzeczywistość.
I tu rodzi się teza niepokojąca: my również uczestniczymy w takiej grze. Różnica polega na tym, że nie jesteśmy graczami, lecz bezwolnymi statystami. Mechanizmy są doskonałe, technologia sprawna, a iluzja realności pełna. Widzimy, jak jesteśmy traktowani w różnych sferach życia miejskiego, ale nasza rola sprowadza się do bezsilnych gestów sprzeciwu.
Jak wygląda ta „gra” w Łodzi?
W Łodzi planowanie przestrzenne w zasadzie nie istnieje. Miastem rządzą decyzje doraźne, niespójne, pozbawione długofalowej wizji. Symbolicznym, ale niezwykle wymownym przykładem jest sytuacja na stanowisku Architekta Miasta.
Pełniący obowiązki Architekta Miasta jest… architektem wnętrz. Nie został wyłoniony w drodze konkursu. Został wskazany przez poprzednika, który – wszystko na to wskazuje – musiał odejść po serii kompromitujących wpadek. Prawo do wyznaczenia następcy okazało się przywilejem kluczowym.
Oczywiście, można powiedzieć, że nowy p.o. Architekta Miasta się uczy. To prawda. Problem w tym, że robi to głównie ze słuchawką przy uchu, a to, kto mu „podpowiada”, jest w mieście publiczną tajemnicą. Tymczasem pracownicy Biura Architekta Miasta dwoją się i troją, by utrzymać minimalny poziom obsługi kluczowych spraw. Świadomość, że ich przełożonym jest dyletant, działa na nich wyjątkowo deprymująco.
Dlaczego nie ma konkursu?
Dlaczego Urząd Miasta Łodzi uporczywie unika zorganizowania konkursu na stanowisko Architekta Miasta?
Odpowiedź jest bolesna – i groźna w skutkach na całe dekady. Silny Architekt Miasta, z autorytetem, kompetencjami, charyzmą i realną pozycją w strukturach władzy (najlepiej w randze wiceprezydenta), byłby partnerem, z którym trzeba by się liczyć. Profesjonalistą zdolnym powiedzieć „nie”.
A to stanowi zagrożenie dla krótkowzrocznej polityki, tworzonej w dziwnej zażyłości z deweloperami. Dlatego zamiast wizji mamy chaos.
Chaos jako narzędzie władzy
Chaos to stan idealny dla tych, którzy chcą kamuflować niecne działania. W chaosie trudniej wskazać odpowiedzialnych, łatwiej przepchnąć decyzje, które w uporządkowanym systemie nigdy by nie przeszły.
Czy powinniśmy podejrzewać, że ten chaos jest celowy?
Nawet jeśli przyjmiemy najbardziej łagodne założenie – że rządzący „niechcący” niszczą miasto – to i tak mamy do czynienia z wyjątkowo szkodliwą niekompetencją. Co gorsza, w samych strukturach urzędu brak jest skutecznych mechanizmów kontroli.
Środowiska zawodowe, głównie architekci albo są uwikłane w zależności, albo – widząc piramidę niekompetencji – wolą wycofać się w zawodowy niebyt.
Dyspozycyjni urzędnicy, którzy niejako przypadkiem znaleźli się na urzędniczym tronie, podpiszą wszystko. Dla nich kilka minut w świetle reflektorów to szczyt kariery.
Nikt nie myśli kategoriami lokalnymi. Nikt nie myśli kategoriami przyszłych pokoleń.
Najgorsza jest nasza bierność
Najbardziej przerażające jest jednak to, że wszyscy wiemy, jak bardzo to jest złe. A mimo to – jako zbiorowość – nie reagujemy. W swojej grupowej mądrości (a może głupocie) doskonale odnaleźliśmy się w tej niewiedzy. Umościliśmy się w niej wygodnie.
A to tylko fragment rzeczywistości. W innych obszarach życia miejskiego mechanizmy wyglądają podobnie.
Miasto jako plansza do gry
Łódź stała się planszą do gry o prywatne interesy i przywileje rządzących. Tyle że to nie jest gra. To są realne decyzje, realne skutki i realne koszty, które ponosimy już dziś – i które będą dramatycznie wyższe w przyszłości.
Chaos przestrzenny nie poddaje się łatwej naprawie. To rachunek z odroczonym terminem płatności.
Publiczne pytanie do Urzędu Miasta Łodzi
Dlaczego nie chcecie mieć profesjonalisty na stanowisku Architekta Miasta?
To wzmocniłoby urząd, przywróciło zaufanie i zaczęło odbudowę nadszarpniętej reputacji.
Post scriptum – niewygodna prawda
Ci, którzy z troski o miasto wskazują błędy władzy, szybko trafiają na czarną listę. Dostają bana na swoje działania, są wyciszani, marginalizowani. Przekaz jest prosty: jeśli nie jesteś z nami – zniknij. A przecież naprawdę chcemy pomóc. Wśród krytyków są osoby gotowe – często bezinteresownie – wesprzeć miasto wiedzą, doświadczeniem i pracą. To nie jest działanie przeciw władzy. To działanie dla dobra wspólnego.
Czasem wystarczy dialog. Po prostu rozmowa.
Uchylę rąbka tajemnicy: Wiceprezydent Wojciech Rosicki po wymianie uwag w sieci zasugerował możliwość spotkania. Terminu jednak nie podał. A ja – naiwnie – wciąż czekam.
arch. Wojciech Wycichowski
Kilka słów o autorze - Spełniony architekt, skończył studia podyplomowe w zakresie rewaloryzacji i konserwacji zabytków miejskich, współtwórca tzw. Nowego Centrum Łodzi, laureat wielu nagród i wyróżnień w konkursach architektonicznych, oraz za wiele swoich inicjatyw. Współzałożyciel Fundacji Ulicy Piotrkowskiej, Przewodniczący Rady Fundacji. W tej chwili „dostawca” licznych aktywności Fundacji, z założenia miłośnik Piotrkowskiej, kontestator łódzkiego bałaganu, ale nade wszystko podróżnik i miłośnik WIELKIEJ SZTUKI.
Biznes - Nieruchomości - Gospodarka 17.01.2026
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Ilustracja - zdjęcie: Wojciech Wycichowski - Łódź ulica Piotrkowska

