Czyli jak politycy udają, że rządzą.

W Polsce od lat obowiązuje jedna niepisana zasada polityki, gdy pojawia się problem, natychmiast trzeba napisać nową ustawę. Nie dlatego, że jest potrzebna. Dlatego, że dobrze wygląda w kamerach.

Konferencja prasowa, kilka dumnych min, grube segregatory z projektami ustaw i obowiązkowe zapewnienie, że „tym razem wszystko się zmieni”. Potem głosowanie, fanfary, wpisy w mediach społecznościowych i polityczna autopromocja zakończona sukcesem. Problem? Problem najczęściej pozostaje tam, gdzie był.

Polska nie cierpi na brak prawa. Polska cierpi na nadmiar prawa i dramatyczny niedobór jego skutecznego egzekwowania.

Co z tego, że uchwala się kolejne ustawy, skoro nikt nie sprawdza, czy obowiązujące przepisy są przestrzegane? Co z tego, że przybywa nowych regulacji, skoro odpowiedzialność za ich wykonywanie rozmywa się pomiędzy urzędami, instytucjami i kolejnymi komisjami?

W efekcie wszyscy są odpowiedzialni, czyli – jak zwykle – nikt.

To nie jest państwo prawa. To jest państwo papieru.

Produkujemy przepisy z szybkością godną taśmy montażowej. Każda nowa ekipa chce zostawić po sobie stos ustaw, bo łatwiej pochwalić się liczbą uchwalonych aktów prawnych niż skutecznością ich działania. W polityce liczy się przede wszystkim efekt medialny, a nie efekt społeczny.

Powstaje legislacyjna dżungla. Jedna ustawa zmienia drugą, druga poprawia trzecią, czwarta wprowadza wyjątki od wyjątków, a piąta wszystko interpretuje od nowa. W efekcie obywatel coraz częściej przestaje rozumieć własne państwo.

Przedsiębiorca boi się podjąć decyzję. Urzędnik często wybiera bezczynność, bo każda decyzja może oznaczać odpowiedzialność za błędną interpretację przepisów.

I właśnie wtedy politycy z triumfem ogłaszają... kolejną ustawę.

To przypomina lekarza, który zamiast leczyć pacjenta, co tydzień zmienia mu receptę, nawet nie sprawdzając, czy poprzednie leki były w ogóle przyjmowane. Tyle że tutaj pacjentem jest całe państwo.

Najbardziej niepokoi jednak coś innego. Coraz częściej ustawy stają się narzędziem marketingu politycznego. Im większy problem, tym większa pokusa, by pokazać wyborcom, że „coś się robi”.

Nie ma znaczenia czy rozwiązanie będzie skuteczne. Ważne, żeby można było zorganizować briefing, przeciąć symboliczną wstęgę i ogłosić: „dotrzymaliśmy obietnicy”.

Państwo nie działa od konferencji prasowej do konferencji prasowej. Państwo działa wtedy, gdy prawo jest jasne, stabilne i przede wszystkim skutecznie egzekwowane. Bez tego każda nowa ustawa staje się jedynie kolejną kartką papieru dołożoną do sterty dokumentów, których nikt nie potrafi ani stosować, ani skutecznie kontrolować.

Dlatego mój apel do rządzących jest prosty.

Zanim dopiszecie kolejny rozdział do już i tak ogromnego zbioru przepisów, zatrzymajcie się. Otwórzcie obowiązujące ustawy. Sprawdźcie, czy są wykonywane. Oceńcie, kto odpowiada za ich egzekwowanie. Rozliczcie tych, którzy nie wykonują swoich obowiązków. Dopiero potem zastanawiajcie się nad zmianami.

Bo problemem Polski nie jest brak ustaw.

Problemem Polski jest to, że z prawa zrobiono spektakl polityczny, a z jego egzekwowania – temat, którym niewielu chce się naprawdę zajmować.

Łatwo jest uchwalić ustawę. Znacznie trudniej zbudować państwo, w którym prawo obowiązuje wszystkich i nie kończy swojego życia w chwili publikacji w Dzienniku Ustaw.

Najwyższą cenę za tę niekończącą się lawinę nowych przepisów płacą jednak nie politycy, lecz zwykli obywatele. To oni muszą odnaleźć się w coraz bardziej skomplikowanym systemie prawnym, którego często nie rozumieją nawet specjaliści. Rozbieżne interpretacje przepisów sprawiają, że obywatel coraz częściej nie ma pewności, jakie będą skutki jego działań ani jak zakończy się postępowanie przed urzędem czy sądem.

W takich warunkach trudno budować zaufanie do państwa. Zamiast poczucia bezpieczeństwa pojawia się niepewność, a zamiast przekonania o sile prawa – wiara, że wszystko zależy od interpretacji.

Bo państwo nie staje się silniejsze od liczby uchwalonych ustaw. Staje się silniejsze dopiero wtedy, gdy jego prawo jest zrozumiałe, przestrzegane i jednakowo egzekwowane wobec wszystkich.

Dzisiaj coraz częściej odnosimy wrażenie, że żyjemy nie w państwie prawa, lecz w państwie papieru – gdzie liczba ustaw rośnie z każdym rokiem, a zaufanie obywateli do państwa maleje z każdym dniem.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

Biznes - Nieruchomości - Gospodarka 07.08.2026

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie i rozpowszechnianie treści zamieszczonych na blogu bez podania autora lub źródła jest zabronione.


Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


                Ilustracja - zdjęcie ChatGPT