Od marzeń o efekcie Bilbao do inwestycyjnej bajaderki.
Przeczytałem świetny tekst pana Piotr Brzózki z „Gazety Wyborczej” podsumowujący jego cykl artykułów o dziwnych sytuacjach, których doświadcza architektura i urbanistyka Łodzi.
Cytuję: „Hanna Zdanowska sprzedaje towar trzeciej świeżości. Nowe Centrum Łodzi to bajaderka.”
Była krytyka deweloperskich inwestycji w Nowym Centrum Łodzi, teraz jest riposta. Władze miasta z zapałem godnym akwizytora roku przekonują, że mamy do czynienia ze szlachetnym ciastkiem.
Na początku, kilkanaście lat temu, była fantazja: Daniel Libeskind, Frank Gehry, Rob Krier, wielka sztuka zaklęta w ikonicznych budynkach. Potem Nowe Centrum Łodzi sprowadzono do postaci biurowego Mordoru. Dziś z resztek tamtych idei i nowych składników Łódź klei inwestycyjną bajaderkę.
Od kilku dni słyszymy, że to szlachetne ciastko. Prezydent Hanna Zdanowska: „Nowe Centrum Łodzi. To będzie dzielnica kompletna. Dzielnica dla mieszkańców, nie dla korporacji. Mieszkań, nie biurowców”.
Dlaczego NCŁ nie powtórzyło efektu Bilbao
Wróćmy do tematu, dlaczego NCŁ poniosło klęskę i nie uzyskało Efekt Bilbao. Nie drążę tematu by się samobiczować, ale po to, by nikt już nie poszedł tą drogą.
Łódź nie miała szans na powtórzenie efektu Bilbao – spektakularnego zjawiska w mieście, które stało się fenomenem społeczno - ekonomiczno - kulturowym na skalę światową.
Pozornie „chorowaliśmy” na to samo: dynamiczny rozwój na przełomie XIX i XX wieku, upadek ciężkiego przemysłu w Bilbao i lekkiego w Łodzi w latach 80. XX w.
Tu i tu powstał na początku XXI w. plan powrotu do świetności, ale pewne poważne różnice spowodowały sukces jednego i klęskę drugiego.
Na czym polegał prawdziwy sukces Bilbao
Sukces Bilbao to odpowiednio przygotowani liderzy i plan, który dotyczył nie tylko budowy jednego spektakularnego obiektu, ale rozumnego zadbania o osiem ważnych sfer:
- inwestowanie w kapitał ludzki,
- zmiana modelu miasta na wielofunkcyjny (w tym usług wysokiego rzędu),
- poprawa jakości infrastruktury transportowej (metro, lotnisko, port, integracja),
- rekultywacja i ochrona środowiska (m.in. przywrócenie społecznościom rzeki Nervión River),
- odnowa substancji urbanistycznej,
- wzmocnienie funkcji kulturalnej jako stymulatora rozwoju,
- partnerskie zarządzanie miastem,
- poprawa szeroko rozumianej jakości życia.
Koszt realizacji wizji Gehrego – budowy Guggenheim Museum Bilbao (133 mln euro) – zwrócił się w ciągu roku. Nie dlatego, że powstało muzeum, lecz dlatego, że zadbano o cały zestaw przeobrażeń, które zmieniły miasto.
Łódzkie wizje i ich rozpad
Po łódzkiej stronie był genialny wizjoner, przedsiębiorca z niewiarygodnymi sukcesami biznesowymi – Andrzej Walczak. Po stronie miejskiej zabrakło jednak ludzi, którzy zrozumieliby śmiałe wizje i zbudowali podobny do baskijskiego model przepoczwarzania miasta.
Nie było skąd czerpać przykładów – Bilbao zmieniało się mniej więcej w tym samym czasie. Realizacja Muzeum Guggenheima to wizytówka miasta i symbol przemian, ale bynajmniej nie jedna realizacja zadecydowała o sukcesie – to cały kompleks transformacji przyczynił się do innego postrzegania miasta.
Osobiście (jako architekt) uważam nawet, że projekty i architektura Gehrego to architektura pozorna, nijak nie połączona ze strukturą miasta i szalenie trudna do funkcjonalnego wypełnienia. Poniekąd szczęściem jest, że chwilowe plany zaistnienia jakiegoś jego wyalienowanego projektu w NCŁ spełzły na niczym, mimo że Miasto musiało zapłacić za to zaniechanie 5 mln zł.
Zmarnowany masterplan
Prawdopodobna bezradność Andrzeja Walczaka, mimo otrzymania nadzwyczajnej funkcji – Pełnomocnika Pani Prezydent ds. Nowego Centrum Łodzi – wynikała z tego, że nie potrafił pociągnąć wymyślonej przez siebie wizji. Mało tego – nie miał wystarczającej energii, by powstrzymać kompletną destrukcję tego, co wcześniej wymyślił.
W 2009 roku Urząd Miasta Łodzi dostał skarb – przygotowany wspólnie z Robem Krierem masterplan zmian w centrum Łodzi – i kompletnie nie był na to przygotowany. Zabrakło osób z wyobraźnią, które doceniłyby wartość rewolucji, na którą miała szansę Łódź.
Szybko powstał plan miejscowy, który ukierunkował się na konsumpcję terenów – sprzedaż działek z przeznaczeniem na bezładne inwestycje. Był to sposób na uzupełnienie miejskiej kasy.
Od 2011 roku architekt miasta bezrefleksyjnie podpisywał już każdą decyzję przestrzenną dotyczącą Łodzi. Stworzenie razem z Miejską Pracownią Urbanistyczną nowego planu było początkiem pogrzebu NCŁ.
Stracone szanse i decyzje polityczne
Mieliśmy też swoje nowe muzeum sztuki – sławną „rurę” z potencjałem efektu Bilbao – ale szybko z niej nic nie zostało (to inna historia).
Był konkurs na koncepcję ratusza miejskiego, też przez Miasto odpuszczony, choć tu szansa na lepszy ciąg dalszy mogła być. Miasto wybrało wieloletni najem nieprzystosowanych powierzchni, zamiast zbudować pod siebie kubaturę, tworząc przy okazji szansę na uratowanie NCŁ.
Potem przyszła pandemia i odwrót od powierzchni biurowych. ARCHICOM – duży deweloper – kupił newralgiczną działkę i wynegocjował zmianę planu miejscowego, gdzie określono wysokość maksymalną już nie na 21,5 metra, ale na 44 metry.
Oczywiście gładko przepuścił to architekt miasta – Marek Janiak. Nie miał żadnego głosu przy presji polityków, a miastu potrzebne były pieniądze.
Przerażony wstępnymi wizualizacjami dwa razy spotkałem się z prezesem ARCHICOM-u, Waldemarem Olbrykiem. Nie udało mi się go przekonać do innej architektury. Dodatkowym smaczkiem jest to, że pan Olbryk jest łodzianinem.
A więc człowiek z Łodzi ostatecznie zniszczył marzenia o nadzwyczajnej przyszłości miasta. Dlaczego? Zwyciężył Excel. Inaczej można skalkulować cenę metra powierzchni jak budynek jest wysoki – realizacja bloku o wysokości 44 metry jest bardziej ekonomiczna i przy ograniczeniach, jeżeli chodzi o jakość architektury, da się zrobić takie mikro mieszkania, które „łyknie” łódzki lud. Choć przy ostatnich występach władz miasta, które już jawnie wspierają dewelopera, można wysnuć wniosek, że mieszkania nie idą jak ciepłe bułeczki.
I tu znów mam kłopot – Andrzej Walczak wielokrotnie spotykał się z panem Olbrykiem i nie dał rady go przekonać, by inaczej pokierować inwestycją.
Brak ludzi do wielkich zmian
Nie zabrakło nam pomysłów na nieprawdopodobną zmianę miasta. Zabrakło ludzi, którzy byliby w stanie – mentalnie i organizacyjnie – podołać wyzwaniom.
Ale jest pocieszenie: wiele było prób powtórzenia efektu Bilbao na świecie – chyba żadna się nie udała, głównie dlatego, że zabrakło kompleksowości zmian.
Bajaderka jako metafora
A bajaderka to wielce podejrzane ciastko. Wyobraźnia podsuwa ekonomię funkcjonowania firmy piekarniczej, gdzie nic się nie może zmarnować i z pozbieranych okruchów (nikt nie mówi, gdzie były zawieruszone) lepi się kule, które „ciemny lud” kupi.
Bo słodkie toto i ma się złudzenie, że skoro cukiernia coś podaje, to nie może to być nic złego.
arch. Wojciech Wycichowski
Kilka słów o autorze - Spełniony architekt, skończył studia podyplomowe w zakresie rewaloryzacji i konserwacji zabytków miejskich, współtwórca tzw. Nowego Centrum Łodzi, laureat wielu nagród i wyróżnień w konkursach architektonicznych, oraz za wiele swoich inicjatyw. Współzałożyciel Fundacji Ulicy Piotrkowskiej, Przewodniczący Rady Fundacji. W tej chwili „dostawca” licznych aktywności Fundacji, z założenia miłośnik Piotrkowskiej, kontestator łódzkiego bałaganu, ale nade wszystko podróżnik i miłośnik WIELKIEJ SZTUKI.
Biznes - Nieruchomości - Gospodarka 15.03.2026
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Ilustracja - zdjęcie powstało jako zaskakująco prosty komunikat wydany programowi Gemini - wiele decyzji graficznych zostało samodzielnie podjętych przez AI, które twórca dyspozycji z honorem akceptuje!

